Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 maja 2014

Austria-Włochy 2013 - Dzień czternasty - Rawenna

Ostatnią miejscowością jaką odwiedziliśmy we Włoszech była Rawenna, położona w regionie Emilia-Romania.
Rawenna z perspektywy samochodu kojarzy nam się bardziej przemysłowo. Port, fabryki, duże miasto, markety. Nasza baza noclegowa tym razem była dość oddalona od centrum miasta. Niestety ceny kempingów rosną z bliskością morza. Wybór padł na kemping zwykły, rodzinny i najtańszy w okolicy ;)
Do centrum miasta było około 18 km, więc  zdecydowaliśmy się na dojazd autem. Pokręciliśmy się po mieście, ale rewelacji nie było więc skierowaliśmy się do Battistero Neoniane, gdzie zakupiliśmy bilet łączony do 5 obiektów (nie ma opcji zwiedzania pojedynczego):
  1. Basilica di S. Apollinare Nuovo
  2. Battistero Neoniane
  3. Museo Arcivescovile
  4. Basilica di S.Vitale
  5. Mausoleo di Galla Placidia
 Nasza trasa-> http://www.ravennamosaici.it
Zabytki mają surowy wygląd zewnętrzny, ale zachwycają wnętrzem. Mozaiki zachowane w bardzo dobrym stanie, można doszukać się mnóstwa detali. Turystów niewielu:)



 Popołudnie spędziliśmy na kąpieli w morzu i spacerze.. Plaża dość czysta, wejście do morza idealne dla rodzin z dziećmi - mała fala, trzeba bardzo daleko odejść od brzegu, by woda zakryła całe ciało, a woda..no cóż termy Uniejów:P

Info praktyczne:
  • cena biletu łączonego (5 miejsc) Rawenna 9,5 euro (od osoby)
Kemping Romea
Koszt 31,4 euro (2 osoby, auto, namiot)
  • oddalony 18 km od Rawenny
  • dużo miejsc na rozbicie namiotu
  • sanitariaty ok
  • blisko na plaże - wejście tylko dla osób z kempingu)
  • dużo komarów
  • współlokatorzy głównie włoscy

niedziela, 27 kwietnia 2014

Austria-Włochy 2013 - Dzień trzynasty - Urbino

Musimy przyspieszyć, czas ucieka a nasza pamięć ma coraz większe dziury ;/

Naszą podróż w poprzednim poście zakończyliśmy na Gubbio, a to jeszcze nie wszystko co we Włoszech widzieliśmy :)
Kolejnym punktem gdzie się zatrzymaliśmy było Urbino w gminie Marche. Miasteczko znalazł Jarek dzięki mapie Google, ale niestety mieliśmy duży problem z kempingiem. W okolicach słabo z noclegiem pod chmurką - głównie pod względem finansowym. Jednak zbliżaliśmy się do końca naszych wakacji, postanowiliśmy nie przejmować się i odpocząć na najbliższym kempingu, nie zważając na cenę...O kempingu wspomnimy później..
Rozbiliśmy namiot i pojechaliśmy do centrum miasteczka. Okolica bardzo przyjemna - pagórki, zieleń, w oddali widać już morze.

Centrum historyczne wpisane jest na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Odwiedziliśmy Pałac Książęcy (pokusiliśmy się na zwiedzanie Narodowej Galerii)
Resztę uliczek zwiedzaliśmy spokojnym spacerkiem, bez obecności turystów. Cudnie, że są tu także takie miejsca, gdzie  ruch turystyczny jest znikomy :)
Urok Urbino tkwi w położeniu. Pięknie eksponuje się w promieniach zachodzącego słońca (wspaniała panorama z kempingu). Spokój, cisza. Jest to miejsce akurat na 1 popołudnie.

Po powrocie z Urbino chcieliśmy zregenerować się na naszym wypasionym kempingu. Niestety... nie dane nam to było.. Na basenie nie mieliśmy ochoty pływać, a oprócz tej atrakcji na kempingu Pineta nie ma nic:( (no jeszcze panorama Urbino). Warunki sanitarne najgorsze jakie mieliśmy do tej pory, brak zaplecza ze sklepem. Ogólnie słabo.

 
Wieczorem relaks z drzemką, książką, grillem i spacerem po okolicy.


Info praktyczne:

Koszt 39,5 euro (2 osoby, miejsce "L", auto przy namiocie) - ogólnie cenowo porażka :( a warunki kiepskie.
  • basen
  • kilka kilometrów do Urbino (można dojść pieszo)
  • ładna panorama
  • sanitariaty tragiczne (2 ubikacje tylko na "narciarza", prysznic-rura ze ściany, zimna woda)
  • w miejscu "L" cień, dobre miejsce do rozbicia, ale trzeba uważać na zawieszenie

środa, 5 marca 2014

Austria-Włochy 2013 - Dzień dwunasty - Gubbio

Kolejny dzień kolejne miejsce, coraz bardziej na północ..Gubbio. Trasa dojazdu znów malownicza - lasy, pola, wzgórza, ostre zakręty, żwirowa droga.
Kemping oddalony kilka kilometrów od miasta był dziwny. Bardzo duży teren (korty tenisowe, basen, dużo miejsca na rozbicie namiotu), ale dziwnie pusty. Sklep kempingowy zamknięty, dziadziuś z recepcji mówił po włosku(ale dogadać się można), wygląd wszystkiego jakby czas się zatrzymał. Przedpotopowy system rur przy basenie, obiekty jak się okazało pozamykane (basen chyba był czynny). Ale dobra tam, dla nas najważniejsze, że było gdzie się rozbić, do tego brzózki więc zbawienny cień, ogólnie wiejski teren.

Ruszyliśmy na zwiedzanie miasteczka z mapą w ręku (dał nam włoski dziadziusiek z recepcji):
Auto porzuciliśmy pod marketem, w sumie wszędzie tam jest stosunkowo blisko. Średniowieczne miasteczko leży na wzgórzu - są duże różnice w poziomach. Na różne piętra wwożą miejskie windy (tak dla leniuchów). Pierwsze nasze wrażenie było mieszane (nowe budynki pomieszane ze starymi, auta na uliczkach, remonty).


 Zwiedzanie zaczęliśmy od Piazza Grande z Palazzo dei Consoli (dawnym ratuszem), a później swobodnie pokręciliśmy się po uliczkach. Na koniec doszliśmy do amfiteatru (poza centrum miasta w szczerym polu), gdzie wejście ograniczone było jakąś dziwną bramką. Myśleliśmy by ją sforsować, ale w sumie wszystko było widać z zewnątrz. Ruchu turystycznego praktycznie brak. Dosłownie minęliśmy kilka osób wyglądających na turystów. Miasteczko zapewne raczej przejazdowe, choć ma swój urok.
Po powrocie na kemping standardowo grill, odpoczynek i prysznic. Tu na uwagę zasługuje zdjęcie i opis naszej toalety, bo takiego 3 w 1 jeszcze nie widzieliśmy. W jednej kabinie jest prysznic nad toaletą (na narciarza) i umywaleczka. Do tego po kostki w wodzie (mieliśmy nadzieję, że była to woda spod prysznica :P). Ciepła woda tylko wieczorem (ogrzewanie z kolektorów słonecznych). Innych osób na kempingu było mało, więc nie czekaliśmy na toaletę.
Info praktyczne:

Koszt 22,5 euro (2 osoby, namiot, auto, prąd)
  • duży teren
  • mały ruch turystyczny
  • drzewka dające cień
  • kawałek do miasta
  • dziwne sanitariaty (woda ciepła tylko wieczorem) - w ciągu dnia ciepła woda za dopłatą


niedziela, 16 lutego 2014

Austria-Włochy 2013 - Dzień jedenasty - Asyż

Czas w drogę. Cofamy się i kierujemy na północ do Asyżu. Trasa drogą ekspresową, wygodna i szybka. Jednak odnalezienie kempingu już tak szybko nam nie poszło. Zrezygnowaliśmy z GPS-a, bo znów zafundował yarisowi off-road :) Przejechaliśmy dolną część miasta rozglądając się za znakami. Udało nam się dojechać pod Ponta Cappuccini i jakoś dojrzeliśmy kemping Fontemaggio. Szybko się zameldowaliśmy i ruszylismy w poszukiwaniu wolnego miejsca. I tak jechaliśmy i jechaliśmy po zupełnie pustym terenie..było to zaskakująco dziwne, bo kemping wygląda na niezły - cenowo całkiem znośnie, cień, widok, 800 m. do centrum. Tym razem mogliśmy wybrzydzać i szukaliśmy idealnego miejsca na rozbicie namiotu:) 

Ruszyliśmy zwiedzać Asyż. Przyjemny spacer od kempingu do murów miasta, na skróty zajął nam chwilę. Postanowiliśmy swobodnie pokręcić się po starych uliczkach, uciekając od tłumu pielgrzymów.
Oczywiście zajrzeliśmy do Bazyliki św. Franciszka, byliśmy nawet przy krypcie Franciszka (gdzie można było za 1 euro zakupić świecę i ułożyć na stosie innych świec z napisem "do zapalenia"). Obejrzeliśmy dolny i górny kościół bez większych emocji, ale dłużej nie dalibyśmy rady. 
Szybkim krokiem zeszliśmy z drogi pielgrzymom i poszliśmy zobaczyć ten Asyż, jaki zapamiętalismy kilka lat temu. Miasteczko jest malutkie, a jednak można uciec od turystycznego zgiełku. Zafundowaliśmy sobie bilet łączony do trzech obiektów (Rocca Maggiore, pinakoteki i Foro Romano).

Piękne widoki:) Poszwendaliśmy się również po uliczkach-raz w górę raz w dół, odkrywając wspaniały klimat tego miejsca.

 Oczywiście zajrzeliśmy jeszcze do kilku kościołów. W końcu nie wiadomo, czy kiedyś jeszcze odwiedzimy Asyż.
Odkryliśmy tanią opcję jedzeniową - woda z lodówki, danie na ciepło z mikrofali i to wszystko samoobsługowe i dostępne cenowo.
My ambitnie postanowiliśmy na kolacje zjeść coś z grilla, ale musieliśmy poszukać jakiegoś normalnego sklepu w dolnej części miasta. Z pomocą przyszedł sąsiad Włoch z kempingu, który na migi opowiedział jak dojechać do najbliższego sklepiku. Udało nam się zakupić mięso u prawdziwego włoskiego rzeźnika - bardzo przyjazny człowiek, cały czas prowadził monolog wywijając nożem:) 

Tego wieczoru była uczta - prawdziwe hamburgery z grilla. Spokój, cisza (z wyłączeniem dalekich sąsiadów, którzy wyglądali na stałych rezydentów tego kempingu, z 2 wielkimi psami, które ciągle ujadały i atakowały siebie nawzajem lub swoich właścicieli..)
Info praktyczne:
Niestety nie pamiętamy ceny biletu łączonego:( (chyba około6 euro)

Kemping Fontemaggio:
 Koszt 25 euro (auto, 2 osoby, namiot, prąd)
  • duży kemping, pusto
  • blisko do zabytkowej części Asyżu (ok. 800 metrów)
  • sanitariaty w dobrym standardzie
  • sklepik na terenie (ekstremalnie drogo)
  • piękny widok
 Nie mogliśmy odszukać strony internetowej, ale za to znaleźliśmy filmik poglądowy :)