Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asyż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asyż. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lutego 2014

Austria-Włochy 2013 - Dzień jedenasty - Asyż

Czas w drogę. Cofamy się i kierujemy na północ do Asyżu. Trasa drogą ekspresową, wygodna i szybka. Jednak odnalezienie kempingu już tak szybko nam nie poszło. Zrezygnowaliśmy z GPS-a, bo znów zafundował yarisowi off-road :) Przejechaliśmy dolną część miasta rozglądając się za znakami. Udało nam się dojechać pod Ponta Cappuccini i jakoś dojrzeliśmy kemping Fontemaggio. Szybko się zameldowaliśmy i ruszylismy w poszukiwaniu wolnego miejsca. I tak jechaliśmy i jechaliśmy po zupełnie pustym terenie..było to zaskakująco dziwne, bo kemping wygląda na niezły - cenowo całkiem znośnie, cień, widok, 800 m. do centrum. Tym razem mogliśmy wybrzydzać i szukaliśmy idealnego miejsca na rozbicie namiotu:) 

Ruszyliśmy zwiedzać Asyż. Przyjemny spacer od kempingu do murów miasta, na skróty zajął nam chwilę. Postanowiliśmy swobodnie pokręcić się po starych uliczkach, uciekając od tłumu pielgrzymów.
Oczywiście zajrzeliśmy do Bazyliki św. Franciszka, byliśmy nawet przy krypcie Franciszka (gdzie można było za 1 euro zakupić świecę i ułożyć na stosie innych świec z napisem "do zapalenia"). Obejrzeliśmy dolny i górny kościół bez większych emocji, ale dłużej nie dalibyśmy rady. 
Szybkim krokiem zeszliśmy z drogi pielgrzymom i poszliśmy zobaczyć ten Asyż, jaki zapamiętalismy kilka lat temu. Miasteczko jest malutkie, a jednak można uciec od turystycznego zgiełku. Zafundowaliśmy sobie bilet łączony do trzech obiektów (Rocca Maggiore, pinakoteki i Foro Romano).

Piękne widoki:) Poszwendaliśmy się również po uliczkach-raz w górę raz w dół, odkrywając wspaniały klimat tego miejsca.

 Oczywiście zajrzeliśmy jeszcze do kilku kościołów. W końcu nie wiadomo, czy kiedyś jeszcze odwiedzimy Asyż.
Odkryliśmy tanią opcję jedzeniową - woda z lodówki, danie na ciepło z mikrofali i to wszystko samoobsługowe i dostępne cenowo.
My ambitnie postanowiliśmy na kolacje zjeść coś z grilla, ale musieliśmy poszukać jakiegoś normalnego sklepu w dolnej części miasta. Z pomocą przyszedł sąsiad Włoch z kempingu, który na migi opowiedział jak dojechać do najbliższego sklepiku. Udało nam się zakupić mięso u prawdziwego włoskiego rzeźnika - bardzo przyjazny człowiek, cały czas prowadził monolog wywijając nożem:) 

Tego wieczoru była uczta - prawdziwe hamburgery z grilla. Spokój, cisza (z wyłączeniem dalekich sąsiadów, którzy wyglądali na stałych rezydentów tego kempingu, z 2 wielkimi psami, które ciągle ujadały i atakowały siebie nawzajem lub swoich właścicieli..)
Info praktyczne:
Niestety nie pamiętamy ceny biletu łączonego:( (chyba około6 euro)

Kemping Fontemaggio:
 Koszt 25 euro (auto, 2 osoby, namiot, prąd)
  • duży kemping, pusto
  • blisko do zabytkowej części Asyżu (ok. 800 metrów)
  • sanitariaty w dobrym standardzie
  • sklepik na terenie (ekstremalnie drogo)
  • piękny widok
 Nie mogliśmy odszukać strony internetowej, ale za to znaleźliśmy filmik poglądowy :)



sobota, 16 marca 2013

Włochy Klasyczne - Dzień Ósmy - Asyż, San Marino i podsumowanie

Na koniec wyprawy „Włochy klasyczne” zaplanowano Asyż. Głównym punktem było zwiedzenie Bazyliki św. Franciszka, ale przyznamy się, że dyskretnie uciekliśmy by móc zobaczyć coś co nas bardziej interesowało - urokliwe miasteczko. Było przecudnie cicho i pusto. Zabudowa kamienna i piękna panorama co chwile ukazująca się między budynkami. 


Dodatki dodające uroku tego miejsca – małe sklepiki z ceramiką, pięknie wydecoupagowane tabliczki przedstawiające właścicieli budynków, drzewa wkomponowane w kamień. 


 
Mieliśmy jednak tylko chwilę na zapoznanie się z otoczeniem, gdyż jeszcze w drodze powrotnej do Polski musieliśmy zajrzeć do San Marino, gdzie jedyną okazją miał być zakup głównie alkoholu w strefie bezcłowej. Pamiętamy jak wjeżdżało się ostro pod górę. I pamiętamy sklepy z tabliczkami po Polsku „zapraszamy na darmową degustację”. Pozwoliliśmy sobie nie skorzystać i odpoczęliśmy w cieniu drzew czekając na powrót wycieczki. 

Następnego dnia po nocy w autokarze nasza wycieczka się zakończyła w Łodzi.


 
Podsumowując była to bardzo intensywna wycieczka. Zdobyliśmy ogromną wiedzę na temat zabytków, ale prawdziwych Włoch nie poznaliśmy. Mieliśmy wrażenie, że podczas całej tej wyprawy spotykaliśmy mnóstwo ludzi – ale były to tłumy turystów z całego świata a nie Włosi (no sporadycznie pan w sklepie czy pan kelner). Jednak dzięki tej wyprawie wiedzieliśmy, że do Włoch wrócimy, ale już na własną rękę, z własnym programem i z przewodnikiem - w ręku.


Dla kogo taka wycieczka?
Dla osób ciekawych świata, ale nie mających odwagi i czasu na zaplanowanie własnej podróży. Wszystko podane na tacy – wybieramy wycieczkę i program, który nas ciekawi, reszta już nas nie interesante (dojazd, ceny, trasy, nocleg, posiłki, bilety wstępu). Trzeba jednak pamiętać, że jest to opcja dla osób o dobrej kondycji. Wycieczka jest nastawiona na to, by każdy punkt programu odhaczyć i nie ma czasu na głębsze zastanowienie. Przewodnicy w większości bardzo ciekawie opowiadają o miejscach, ale nikt normalny nie jest w stanie wszystkiego zapamiętać (dlatego warto zabrać ze sobą dodatkowo przewodnik). Czyli „Tu byłem, zobaczyłem i nic więcej nie pamiętam”. Ach i jest to opcja dla osób społecznie otwartych (na polskie klimaty wycieczkowe), nas nerwy brały – trudno zrozumieć czasem roszczeniowy charakter i ciągłe pretensje zupełnie bezpodstawne (śniadanie jest kontynentalne dlatego nie ma jajecznicy na śniadanie; schaboszczaka nie podają na kolację, bo to nie Polska; jak nie wolno wchodzić do basenu, to nie właźcie; powolne mówienie do kelnera po polsku nie pomoże mu w zrozumieniu języka polskiego itd. itp.) Są też takie miejsca, gdzie po prostu bezpieczniej jest się wybrać na wycieczkę zorganizowaną.